poniedziałek, października 03, 2016

A Ty, co w sobie lubisz?

A Ty, co w sobie lubisz?
Witajcie!
Na początek mam jedno pytanie, otóż zadał Wam ktoś, wcześniej jedno z dość trudnych pytań?
Takie trochę "na opak"?

Każdemu z nas łatwo jest powiedzieć co w sobie nie lubi. To proste, przecież codziennie rano (tak samo jak i kilka razy na dzień) stajemy przed lustrem i widzimy siebie. Widzimy i oceniamy. Surowo, z czasem przymykamy oko na różne rzeczy i traktujemy siebie ulgowo. Tak jak byśmy kupowali bilet ze zniżką w kiosku ruchu. Potrafimy wtedy mówić o tym, co się nam nie podoba w tym odbiciu. Jednak, gdy przychodzi do chwalenia lub mówienia o zaletach - pojawia się wielka pustka w głowie. Wielkie nic, zero, woda z mózgu. Taka pustka, że aż słychać szum wiatru przelatujący z ucha do ucha.
Patrząc na tę sprawę z trochę innej strony: dlaczego ludzie wspominając swoją przeszłość potrafią opowiadać tylko o dobrych rzeczach, które ich spotkały? Wielki, czekoladowy tort, który upiekła Mama na nasze dziesiąte urodziny lub data awansu na stanowisko dyrektora w tak przez nas znienawidzonej firmie.
Dziwne, nie? Umiemy opowiedzieć o danej sprawie i podsumować ją - okej! Masz rację, wtedy było super, a stając przed lustrem (najgorszym moim zdaniem wynalazkiem ludzkości) napędzamy w sobie tylko kompleksy?
Dlaczego nie potrafimy stanąć przed naszym odbiciem i powiedzieć "kurde, ale mam ponętne usta i fajny tyłek? Albo zwrócić się do siebie "fajnie jest mieć taki uśmiech, jak Ty przystojniaku!" i puścić do siebie zalotne oczko?
Dlaczego nie umiemy powiedzieć co w sobie lubimy i jednocześnie cenimy?

Wywyższanie się nad innymi to niezbyt dobra cecha, ale podwyższanie swojej wartości - jak najbardziej tak. Nie musimy od razu chwalić się przed innymi zdanym na 5.0, niewyobrażalnie trudnym egzaminem na studiach. Tak samo drogimi perfumami z Louis Vuitton, które kosztowały dwie pensje Pani z kiosku.

Moim zdaniem dobrze jest chociaż raz dziennie uśmiechnąć się do siebie i szepnąć pod nosem "codziennie jestem piękna, no ale dzisiaj to już przesadziłam" (oczywiście celowo jest to wyolbrzymione w tym zdaniu ;-)). Zdrowo jest od czasu do czasu odstawić surową krytykę na bok i być dla siebie miłym. Oczywiście nie mówię tu o typowej wazelinie: "Kochana ale ty jesteś piękna, ładna, śliczna, cudowna i boska, dzisiaj znajdziesz swojego księcia z bajki, na różowym rumaku". No nie przesadzajmy, ale dwa czy trzy słowa pochwały nikogo jeszcze nie wpędziły do grobu.
Każdy z nas ma coś - cokolwiek co w sobie lubi. Nawet jeśli nie pokrywa się to ze zdaniem innych. Piękne szczupłe nogi, długie place "pianisty", czy nawet krótkie ale lśniące i zdrowe włosy.
Nie przesadzajmy z porównywaniem się do innych. To że ktoś ma bardziej wysportowany, szczupły brzuch, nie oznacza że nasze fałdki nie są SUPER. Powinniśmy zdawać sobie sprawę z tych słabych, ale również i mocnych stron, a tymi pierwszymi mniej zaprzątać sobie głowę.
Na koniec stanąć przed lustrem i odpowiedzieć sobie na jedno zarąbiście ważne pytanie:
CO W SOBIE LUBIMY?
P.S. Jak Wam się podoba nowa odsłona strony?

wtorek, sierpnia 09, 2016

Kallos Omega - idealna maska do włosów?

Kallos Omega - idealna maska do włosów?
Witajcie!
   Tak jak już wcześniej zapowiadałam, pojawiła się nowa kategoria na blogu - WŁOSOMANIACTWO. Kocham piękne, długie i przede wszystkim zdrowe włosy. W zasadzie kto się takimi nie zachwyca? Nie mówię tutaj o swoich, ponieważ im to akurat daleko do perfekcji ale staram się je doprowadzić do ładu. Chyba większość kobiet, marzy o lśniącej tafli włosów połyskującej w słońcu.

   Taki też cel obrałam sobie prawie rok temu, wtedy gdy moje przeżyły armagedon wywołany trzydziestostopniowym słońcem, wodą i myciem ich przynajmniej 2 razy dziennie. Tak, dokładnie to zgotowałam im na ostatnie wakacje. Suche końcówki i przedziałek prawie na dwa palce, były małą konsekwencją tego postępowania. Zaczęłam szukać w internecie pomocy. Trafiłam na wiele ciekawych i wartych uwagi informacji. Zaczęłam stosować się do zasad wypisanych na blogach i forach. I wiecie co? Podziałało! Moje włosy mają się o wiele lepiej. Fakt, ich pielęgnacja obróciła się o 180 stopni i co najważniejsze - przestały garściami wypadać.
   Dlatego też powstała ta kategoria na Aleksandra ma kota. Temat, który mam nadzieję pomoże wielu osobom walczącym zacięcie o zdrowe i piękne włosy :-).
   Dzisiaj chciałam Wam przedstawić odżywkę/maskę, która znalazła się w mojej (również wyjazdowej) kosmetyczce. Kallos Omega z olejkiem makadamia w składzie. Kupując go wiedziałam, że ten olej działa zbawiennie na moje kudły. Jednak nie mam za wiele czasu, aby trzymać go codziennie na głowie. Dlatego szukałam alternatywy i znalazłam ją.
Skład:
Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Parfum, Borago Officinalis Seed Oil, Citric Acid, CyclopentasiloxaneDimethiconol, Propylene Glycol, Benzyl Alcohol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone.

   W oczy rzucają się dwa oleje: wyżej już wspomniany - (jednonasycony) makadamia oraz z ogórka lekarskiego. Oba świetnie nawilżają. Ten drugi posiada kwas gamma-linolenowy, który ma działanie przeciwzapalne. Pomaga przy problemach z łuszczeniem się skóry głowy oraz wypadaniem włosów. 
    Nie zapominajmy że w składzie są również również lekkie sylikony (Cyclopentasiloxane, Dimethiconol) z ich powodu jednak odradzam stosowanie jej bezpośrednio na skórę głowy, ponieważ będzie się ona szybciej przetłuszczać. Za to na długość - jak najbardziej!

    Opakowanie maski jest solidne, standardowe dla Kallosów - plastikowy słoiczek z nakrętką. 
W zapachu wyczuwam nutę orzechów. Dla jednych wyda się on sztuczny i spożywczy, a drugim się z pewnością spodoba.

   Jeśli chodzi o działanie na moich włosach - jest to jeden z trafionych w dziesiątkę produktów. Wygładza, pięknie pachnie i ułatwia rozczesywanie. To ostatnie jest dość istotne w pielęgnacji moich włosów. Mam je już za łopatki i kilka razy dziennie macham tangle teezerem (o tym już w następnym poście włosowym) po nich i uwierzcie mi, czasem nie jest łatwo! Mogę również na koniec dodać, że nie obciąża nadmiernie włosów.

A Wy posiadałyście tę maskę? Jak ona się u Was sprawdziła :-)?

poniedziałek, lipca 25, 2016

Zmiany na lepsze!

Zmiany na lepsze!
Witajcie!
   Jak zapewne zdążyliście zauważyć, blog nabrał tzw. wyrazu. Wygląda całkiem inaczej niż wcześniej. Moim skromnym zdaniem - ładniej. Posłuchałam kilku rad doświadczonych blogerek i postanowiłam wszystko zmienić. Mam nadzieję, że będą to zmiany (tylko) na lepsze.
   Pierwsza, w sumie generalna zmiana - to już nie jest tylko moje, małe miejsce w sieci. Mówię tak, ponieważ dołącza do mnie jeszcze jedna osoba. Będziemy tworzyć od teraz dwuosobowy team ;-).
   Idąc zasadą "od szczegółu do ogółu" - do zmiany designu wykorzystaliśmy jeden z darmowych szablonów i ostatecznie dostosował wszystko Tomek, który jest tutaj przysłowiowym kotem (więcej informacji w zakładce "O NAS").

   Jeśli ktoś z Was jeszcze nie zauważył - u góry strony powstała podstrona "ZAMÓW DESIGN", dzięki niej możecie śmiało napisać do nas w celu stworzenia razem czegoś nowego. Nagłówka, czy bannera z tytułem bloga lub strony internetowej. Postaramy się spełnić Wasze oczekiwania i stworzyć coś niesamowitego. Pomożemy wgrać i dostosować nowe szablony do Waszych stron internetowych.
  Czekamy na wszystkie maile z pytaniami i zamówieniami, adres e-mail znajdziecie u góry strony właśnie w tej zakładce.

   Drugą niespodzianką są dla Was kategorie bloga, oprócz lifestyle`u pojawią się również tutaj artykuły na temat instrukcji - jak ulepszyć i upiększyć swojego bloga? Z dokładnymi wskazówkami, jak prosto i bezboleśnie poradzić sobie z nie tylko problematycznymi ustawieniami bloggera, ale również edycją (mega długiego) kodu html.
   Nową kategorią będzie również - WŁOSOMANIA. Porady dotyczące pielęgnacji włosów oraz recenzje kosmetyków do pielęgnacji i stylizacji.
   Od dziecka marzyłam o dłuuuugich i lśniących włosach. Chociaż moje nie są idealne, to staram się je doprowadzić do ładu ;-). Często czytałam "historie moich włosów" na różnych blogach i zazdrościłam tym dziewczynom "czemu one mogą mieć tak piękne włosy, a ja nie?" Od tamtej pory sama się tym zainteresowałam i dzięki temu, od kilku miesięcy mogę się śmiało nazwać włosomaniaczką. Mam nadzieję, że ta kategoria przypadnie Wam do gustu!
To już chyba koniec niespodzianek i nowości.
A Wam jak się podoba nowy szablon i zmiany na blogu?
Czekamy na Wasze opinie!

wtorek, lipca 05, 2016

Jesteś bogatszy niż inni?

Jesteś bogatszy niż inni?
Witajcie!
   Czy ktoś z nas, nie marzy o fortunie? O wypchanym po brzegi portfelu zielonymi banknotami? Ba! Co tam zielone! Żółte, z widniejącym na nich Zygmusiem I Starym (celowo tutaj te imię zmiękczam). Jestem przekonana, że prawie wszyscy z Was krzyknęliby chórem, że tak.
   Dochodowy sklep, świetnie prosperująca firma, czy wprost mówiąc - własny biznes to marzenie niejednego z nas. Każdy kombinuje, jak dobrze zarobić i się nie narobić.
   Nie zdajemy sobie jednak sprawy z tego, jak bogaci jesteśmy w tej chwili. Ile posiadamy mając to, co nas otacza? Piękny dom, samochód, marudzącą Mamę i szczekającego w nocy psa na podwórku?
   Człowiek, który jest zatracony w obowiązkach i pracy, nie dostrzega tego, co ma wokół. Jak wiele posiada i to wcale nie w wymiarze materialnym. 
   Kto pomoże nam, gdy się rozchorujemy i będziemy siedzieć cały dzień w kiblu? Kto przybiegnie na pomoc, niczym Supermen z lekiem na biegunkę? Mając pieniądze, możemy go jedynie kupić, a uwięzieni w łazience raczej kiepsko poradzimy sobie z pójściem do apteki, no chyba że mamy przy sobie pampersy ;-).
   Kto będzie nas przytulał do snu, gdy okaże się, że pod łóżkiem są potwory z wczorajszej bajki? To naprawdę staje się dużym problemem, nawet w dorosłym życiu. Rodzina, w takich sytuacjach jest jednak niezastąpiona.
    Człowiekowi wcale nie są potrzebne złote klamki przy drzwiach, czy winda na drugie piętro w domu. Luksus jest dla słabych i leniwych.
   Pamiętacie, ile frajdy dawało wspięcie się na samą górę drabiny i machanie do rodziców, nad ich głowami? Pomijam już problem zejścia z powrotem na Ziemię, ale zapewne - zabawa była super. To samo jest teraz gdy mamy po 30, 40 czy 50 lat. Czy serio potrzebne nam wielkie obrazy, znanych malarzy, które będą tylko zbierać kurz? Wydaje mi się, że nie. Wystarczy dach nad głową, przysłowiowy "ciepły kąt", pilot od telewizora w dłoń i słodkie kakao. Czepiając się już tego kakao, mogę dorzucić jeszcze pizzę z podwójnym serem i pieczarkami.
   Gdy mamy pełną lodówkę, nie musimy się martwić, co zjemy jutro na obiad czy romantyczną kolację przy świecach.
źródło: demotywatory.pl
   Naukowcy podają, że właśnie my (zakładając, że mamy to wszystko, o czym pisałam wyżej), jesteśmy bogatsi niż 75% reszty społeczeństwa.
   Macie konta bankowe i drobniaki w portfelu? Gratuluję! Jesteście w czołówce 8 % najbogatszych ludzi na Świecie zaraz obok Lewandowskiego i Marka Zuckerberga.
Zdziwieni? Macie prawo, ja również byłam, gdy przeczytałam ten tekst.
    "Szczęście, aby je dostrzec trzeba rozejrzeć się dookoła" - święte słowa! Mogłabym jedynie dorzucić jeszcze - docenić to co mamy TERAZ, a nie marzyć o bardziej napchanym portfelu.
   A Wy myślicie, że jesteście bogaci? ;-)

środa, czerwca 29, 2016

Wakacyjna rozpusta - czyli 8 rzeczy, które musisz zrobić tego lata!

Wakacyjna rozpusta - czyli 8 rzeczy, które musisz zrobić tego lata!
Hejka Naklejka :)
Wybaczcie nie mogłam się powstrzymać.
Niektórzy z Was mnie znają, innym chętnie się przedstawię:) Mam na imię Paulina i prowadzę blog Nalepiony Marketing, a u naszej cudownej Aleksandry jetem Gościnnie :) Co nas łączy? Zapewne posiadanie kota i przyjazne usposobienie:) Poza tym mamy podobne spojrzenie na wakacje (chociaż ja właściwie już ich nie mam - wakacji, nie spojrzenia ;)).
Dość już o mnie i przejdźmy do tematu. WAKACJE - cudowne dwa (dla studentów trzy) miesiące odprężenia, słońca i rozpusty (w moim przypadku żywieniowej - ale kto co woli ;) ). Zero prac domowych, sesji, zakuwania po nocach i prezentacji. Innymi słowy żyć nie umierać:) Wytłumaczcie mi więc dlaczego coraz więcej osób spędza je przed komputerem, wychylając jedynie czapkę z daszkiem z mieszkania w podróży po caca-cole?

Tak nie może być! Nie traćcie wakacji na obejrzenie wszystkich sezonów Gry o tron i Przyjaciół, czas na zbieranie niesamowitych wspomnień, korzystanie z pogody a może nawet jakieś zmiany? Wymówki “muszę się uczyć” i “jestem taaaaaaaaaaaka zmęczona” w wakacje nie działają. Także do dzieła!
A co możecie robić w wakacje… hmmmm… pomyślmy...

TEGO LATA MUSISZ:


SPRÓBOWAĆ NOWYCH RZECZY
Nie mam tu na myśli nic zdrożnego ;) Zróbcie po prostu coś czego jeszcze nigdy nie robiliście, albo zjedzcie;) Mój plan na te wakacje to gotowanie na świeżym powietrzu. Mam już zorganizowaną kuchenkę polową i niczym Pascal (czy to był Okrasa?) zamierzam gotować w różnych dziwnych miejscach ;) Oczywiście możecie się ograniczyć do jedzenia nieznanych potraw, lub nauczyć się jeździć na rolkach;)





ZOBACZYĆ JAK WYGLĄDA TWOJA OKOLICA
Dam obie ręce i nogę uciąć, że nie zdajecie sobie sprawy z tego jak bardzo zmieniła się wasza okolica. Proponuje jak najszybciej to zmienić. Zgarnąć rower z piwnicy i objechać miasto na około( nie krajówką, tylko okolicznymi wioskami). Nawdychać się świeżego powietrza na zapas, posłuchać jak ptaszki ćwierkają, złapać trochę wiatru we włosy i popatrzyć na nowy traktor. Po wyczerpującej wycieczce “rozbić” koc i zrobić piknik na łące, albo w zbożu, kto co lubi;) Tylko nie rozbijajcie się w zbożu jednocześnie oglądając ten nowy traktor ;)


ZROBIĆ COŚ SZALONEGO
Zróbcie coś o czym opowiecie dzieciom;) Może skok na bandżi? albo podróż autostopem nad morze. Nie? To może wyznanie miłości super tajnej drugiej połówce:) Nieważne na co wpadniecie, ważne żeby było to coś szalonego, co będziecie mogli wspominać przez długie lata. Jak zrobicie z tego własną wersje “Jak poznałem wasza matkę” nic się nie stanie ;)
...To było lato 2016 roku. Z wujem Przemkiem jechaliśmy na rowerach do Paryża, gdy ciotka Dorota złapała gumę…i tak poznałam Waszego  Ojca” ;)...


SPĘDZAĆ CZAS Z PRZYJACIÓŁMI
Przyjaciółmi, nie Przyjaciółmi, serial zostaje na Comedy Central, a my wychodzimy :) To zabawna sprawa, ale z przyjaciółmi nawet nicnierobienie jest zabawne i ciekawe. Zamiast więc wylegiwać przed telewizorem lub laptopem wybierzcie się gdzieś, gdziekolwiek, choćby miała to być ławka pod blokiem :)




ZROBIĆ SOBIE JEDNODNIOWĄ WYCIECZKĘ
Czego potrzebujesz? Zapakowanego plecaka i biletu na pociąg ;) Wybierasz się sama przyda się jeszcze książka, zabierasz przyjaciół, książka jest niepotrzebna ;) Nie jedźcie nigdzie daleko, nie ma sensu kisić się w pociągu i martwić czy będzie jak wrócić. W niedalekiej okolicy na pewno jest pełno świetnych miejsc, w których jeszcze nie byliście:) Trzeba to nadrobić.




IŚĆ NA KONCERT/FESTIWAL
Lato w nie obfituje, a koncertów nie lubią tylko Ci, którzy nigdy na nich nie byli:) Nie musicie jechać na super drogi koncert idola do Spodka. W koncertach i festiwalach najpiękniejsze jest  to, że nie sama muzyka jest najważniejsza, ale atmosfera. Przyznam się, że byłam na kilku festiwalach w nie swoich klimatach muzycznych i i tak było świetnie :)





WZIĄĆ “SZTALUGĘ” I RUSZYĆ NA PODBÓJ ŚWIATA
Nie musicie być dosłowni, wiem że nie każdy ma sztalugę do dyspozycji;) Wystarczy zeszyt/blok i ołówek sepia lub węgiel. Dajcie upust swojej kreatywności. Słyszałam takie teorie, że nie każdy potrafi rysować, ale w sztuce chodzi o emocje, a nie odtwarzanie. Więc jeżeli drzewko z łąki wyjdzie bardziej jak krzak z krótkim terminem ważności, nie ma się czym przejmować. Zawsze można powiedzieć,  że taka była wizja artystyczna. Zobaczcie jak wygląda sztuka nowoczesna:) Naprawdę wierzycie w to, że czarny kwadrat na białym tle te to “Przemijanie” ??????


NA CHWILĘ SIĘ ZAKOCHAĆ

kontrowersyjne? Wakacyjna miłość to naprawdę świetna rzecz, niestety nie każdy może sobie na nią pozwolić (pozdrawiam wszystkich w stałych związkach ;) ). Dlatego polecam zakochanie się w czymś, a nie kimś:) Jeżeli nie macie akurat do dyspozycji super niesamowitej wakacyjnej miłości w postaci kolegi z domku letniskowego obok wybierzcie coś innego;) Zakochajcie się w książkach, malowaniu, rolkach, gotowaniu. Znajdźcie swoją wakacyjną pasję:)


To by było na tyle wakacyjnego planowania:) Mam nadzieję, że was zainspirowałam i skorzystacie z moich pomysłów na wakacje. Wszystkie sprawdzałam na własnej skórze i POLECAM ;)
A w wolnej chwili zapraszam  do siebie;)


środa, czerwca 22, 2016

Jak zorganizować sobie życie?

Jak zorganizować sobie życie?
Cześć Wam!
   Sądzicie, że organizacja życia jest ważna?  Ja powiedziałabym, że najważniejsza, bo bez niej raczej nie jesteśmy nic w stanie zrobić. Ja niestety, należę do osób które są perfekcjonistami. Wszystko musi być zaplanowane, zapięte na ostatni guzik i dopilnowane. Każde, chociażby małe uchybienie, skutkuje dezorganizacją mojego czasu. Dlatego staram się codziennie planować co będę robić danego dnia.
   Wielu z Was stwierdzi - wariatka! Może macie rację, ale lubię mieć swój czas pod kontrolą, ponieważ zawsze jestem w ruchu.

Jakie są moje sprawdzone sposoby na organizację?

KARTKA I DŁUGOPIS
   Pierwszy, najprostszy sposób i rodem z podstawówki. Pamiętacie jak zapisywaliście w zeszytach "Praca domowa:" i pod spodem był tekst czym mamy się zając popołudniu, zamiast wychodzenia na dwór i grania w klasy? Właśnie od tego zaczęło się moje zapisywanie co mam zrobić każdego dnia. Nic trudnego, biorę skrawek kartki lub notes i notuję hasłami, co mam zrobić danego dnia. Fajnym pomysłem też jest zapisywanie ważniejszych rzeczy z dużych liter.

PLANUJ PRZED A NIE W TRAKCIE
   Zwykle mój plan najpierw układam w głowie. Najwygodniej jest to robić z rana lub dzień wcześniej, wtedy łatwiej jest pogodzić wszystkie obowiązki. Mieszkając samemu, natłok codziennych czynności jest dość spory: pranie, gotowanie, zmywanie, sprzątanie, robienie zakupów, zajęcia na uczelni i ogarnianie bloga. Bywa ciężko, ale nie można się poddawać.

PODZIEL SIĘ... OBOWIĄZKAMI!
   Robienie miliona rzeczy naraz, jednocześnie myśląc już o następnych, nie wychodzi dobrze. Zwykle skutkuje to tym, że nie zrobimy żadnej rzeczy dokładnie, tak jak byśmy chcieli. Dlatego musimy się dzielić! Bycie "Zosią-samosią" nie jest dobrym pomysłem, przecież zawsze wokół nas znajdzie się ktoś, kto nam pomoże i chociaż trochę odciąży w codziennych czynnościach. Wtedy my będziemy mieli chociaż chwilę upragnionego spokoju. Nie możemy zapominać, że nam też należy się odpoczynek!

NASZE BIURO DOWODZENIA!
   To najważniejszy punkt tego posta. Bez wygodnego miejsca pracy, gdzie wszystko ułożone jest tak, jak powinno - nie zrobimy nic! Ład i porządek jest najważniejszy. Dobrym pomysłem jest też aranżowanie wnętrza wokół nas. Wygodny fotel i dobrze dobrane biurko z wieloma szufladami, czy nawet pojemna półka nad, może zaoszczędzić nam sporo czasu na szukaniu i jednoczesnym znajdowaniu, rzeczy które były nam potrzebne rok temu. Łatwiej się pracuje w estetycznym, ładnie i przede wszystkim praktycznie urządzonym miejscu.
   Miejsce do pracy powinno być też ładnie zaaranżowane, gdy nasze oczy chcą odpocząć, nasz wzrok możemy skierować na nasz pokój, w którym zaplanowaliśmy każdy detal.
   Ostatnio przeglądając różne strony trafiłam, na homify. Na ich stronie można znaleźć wiele ciekawych rozwiązań jak zaaranżować wnętrze wokół tak, abyśmy mogli zaoszczędzić czas. Oto kilka z nich:
www.minimoo.pl : Minimalistyczne domowe biuro i gabinet od MINIMOO Architektura Wnętrz
Dom w Puławach : Minimalistyczne domowe biuro i gabinet od FAMM DESIGN
Dom jednorodzinny w Redzie : Skandynawskie domowe biuro i gabinet od PracowniaPolka

   Oczywiście nie są to jedyne rozwiązania, jakie można znaleźć na ten stronie. Ekonomiczne, świetnie wykonane i jednocześnie piękne wnętrza!
A Wy jakie macie sposoby na organizację swojego życia? 

piątek, czerwca 17, 2016

Co daje nam jazda na rowerze?

Co daje nam jazda na rowerze?
Witajcie!
   Czy ktoś z Was nie jeździł na rowerze? Przypuszczam, że trudno byłoby znaleźć taką osobę. Większość z nas wie co znaczy spadający łańcuch, czy przebita dętka w rowerze. 
  Pamiętacie, jaką radość w dzieciństwie dawała pierwsza przejażdżka na dwóch, a nie na czterech kółkach, a stłuczone po raz kolejny kolano wcale nie przeszkadzało jechać w dalszą podróż? Nie istotne było wtedy, czy to popularny góral, składak czy damka, ważne żeby miał dwa napompowane koła i jedziemy!
   Dzisiaj, mając już te dwadzieścia kilka lat, zastanawia mnie jedno pytanie, o którym za dzieciaka nie pomyślałabym za Chiny!
   Co takiego daje nam rower? Jakie korzyści mamy z jazdy na nim?
MAMO, TATO! CHODŹ NA ROWER, TAK SPĘDZAMY CZAS Z RODZINĄ
   Czas jest chyba najcenniejszą rzeczą, a w dorosłym życiu nie mamy go za wiele, tym bardziej dla naszych najbliższych. A ile trzeba, żeby zabrać dzieciaki, czy żonę na wycieczkę? No właśnie, niewiele, bo jedynie jednego stwierdzenia "idziemy na rower!". Trochę to abstrakcyjnie brzmi, bo jak można iść na rower? Jednak wiele osób tak mówi, to i ja tak piszę ;-)
   Bliscy zapamiętają taki wypad np. za miasto i na długo będą go mile wspominać. A przecież czas spędzony z bliskimi, nigdy nie jest czasem zaprzepaszczonym, prawda?

NIE CZEKAJ, RUSZAJ PRZED SIEBIE!
   Nie zapominajmy o tym, że rower to świetny środek lokomocji! Nim możemy dostać się wszędzie, do pracy, na uczelnię, czy do szkoły. Dzięki temu, zapomnimy już o staniu w korkach i zaoszczędzimy płucom spalin, wlatujących przez otwarte okno.
   Pod większością budynków są stojaki na rower. Możemy go łatwo przypiąć i nie martwić się o nagłe jego zniknięcie, z jednoczesnym wzywaniem CSI do rozwiązywania "kryminalnych zagadek". 

FIU, FIU! ŁADNE NOGI! CZYLI PRZEPIS NA PIĘKNĄ FIGURĘ
   Chcecie żeby mężczyźni się za Wami oglądali? Sposób na to jest jeden - ruszaj tyłek i wsiadaj na rower! Nic tak efektownie nie kształtuje sylwetki, jak jazda na dwóch kółkach. Siedząc i pedałując nie odczuwamy jak zmienia się nasza figura, ale to co zobaczymy w lustrze po miesiącu, regularnej jazdy, może być dużym zaskoczeniem. Jędrna skóra, szczuplejsze nogi, podniesiony tyłek i mniej tłuszczyku na brzuchu? Wszystko to, da się osiągnąć właśnie na rowerze. To też świetna alternatywa dla codziennego treningu.
KISZENIE SIĘ W DOMU? POWIEDZMY "NIE", CHOROBIE
   Ile razy powtarzaliście, że dość z siedzeniem przed komputerem w domu? Pewnie - dużo. Jeżdżąc na rowerze, dotleniamy mózg, który potem lepiej funkcjonuje. Poza tym, nie tylko nasza głowa na tym zyskuje, podnosimy odporność na różne choroby, takie jak np. choroby układu krążenia, czy nawet miażdżycę.

ODROBINA SZCZĘŚCIA DLA SIEBIE - ENDORFINKI BUZUJĄ!
   Pełen relaks? Tak! To również potrafi nam dać rower. Pozwala on nam się w prosty sposób odstresować i całkowicie zapomnieć o problemach życia codziennego. Dokładnie to samo, dzieje się
po treningu - pojawia się większa ilość endorfin, które wywołują podniesienie poziomu hormonu szczęścia, w naszym organizmie. 

OSZCZĘDZAMY I O PORTFEL DBAMY
   Rower pozwala nam zaoszczędzić mnóstwo pieniędzy. Dodatkowo warto wspomnień, że jednocześnie zadbamy o środowisko, pedałując nie wytwarzamy spalin, ani innych substancji które mogą skazić środowisko.
   Zamiast wydawać je na paliwo, ubezpieczenie czy płyn do spryskiwaczy, możemy wykorzystać je na pyszne lody, które i tak spalimy wracając z pracy, czy szkoły do domu ;-)

  A Wy jakie znacie jeszcze korzyści z jazdy na rowerze? 

poniedziałek, czerwca 13, 2016

Jak napisać ciekawy post na bloga?

Jak napisać ciekawy post na bloga?
Cześć Wam!
   Jak już zapewne zauważyliście - pojawiły się drobne zmiany na blogu. Co to oznacza? No cóż, zmartwię Was, nie będzie tu żadnej rewolucji, ani stania na głowie. Od czasu do czasu, dobre są małe zmiany. Mam nadzieję, że pomogą one Wam łatwiej korzystać z mojej strony.
   Dzisiaj chciałam poruszyć, dość znany i dobrze już oklepany (można byłoby napisać "oklepany jak mata przez Najmana) temat - blogowanie.
   Pisanie postów, czy notek, jak kto woli, jest dość dużym wyzwaniem dla bloggera. Oczywiście mówię tu o tych artykułach które przyciągają czytelników, jak lep muchy.
   Jak pisać aby ludzie czytali i wracali do naszych postów?

KLEPANIE W KLAWIATURĘ, JAK GRANIE NA PIANINIE?
   Ojjjj... w żadnym razie. Pisanie to nie schemat, który możemy powtarzać, tak jak nuty wychodzące spod naszych palców, podczas gry. Pisanie do sztuka. Sztuka, której trudno się nauczyć i trzeba do niej wiele cierpliwości.
   Nikt z nas nie miał w dzieciństwie zawieszonej nad łóżeczkiem karteczki z nazwą przyszłego zawodu "dziennikarza", "pisarza", tym bardziej "bajkopisarza". Klepania w klawiaturę można się poniekąd nauczyć a lekkość pióra jest trochę jak dar.

Z PRZYMIOTNIKAMI, ZA PAN BRAT!
   Nie każdy umie ująć w słowa to, o co mu chodzi. Pisząc "trawnik", nie wywołujemy w czytelniku żadnych wrażeń. "Zielony, wielki, zarośnięty, krzywo ścięty i przepraszam, jeśli kogoś urażę - obsrany trawnik" - chyba każdy z nas ma już wtedy przed oczami, tę kupę zielonej trawy. Nie popadajmy jednak ze skrajności w skrajność, pisanie miliona określeń na jedną rzecz, też nie należy do genialnych pomysłów. Myślę, że trzy określenia wystarczą, aby poruszyć w jakiś sposób czytelnika.

WENO, OCH WENO! GDZIE JESTEŚ, MOJA MIŁA?
   Wstawanie o północy, mimo ciężkiego dnia, bo ma się pomysł na napisanie posta? Brzmi znajomo? Powiedziałabym, że nawet bardzo. Wena, to taka wredna jędza, przychodząca nie wiadomo skąd, nie wiadomo kiedy i nie wiadomo gdzie. Niestety, nie mamy wpływu na to, kiedy nasze dwie komórki mózgowe, które odpowiadają za pisanie, zderzą się nagle i lecimy się do komputera, podczas koszenia ogródka jak do kibla, podczas sraczki.
GENIALNY POMYSŁ - NASZE ŚWIATEŁKO W TUNELU?
   Pomysł na post, to prawie tak ciężka i trudna sprawa jak wena. Jedno, nierozerwalnie łączy się z drugim. Chociaż zapewne wielu bloggerów w swoich plikach, posiada tytuły postów bez treści. Jednak nie każdy tytuł i pomysł na posta jest trafiony, jeden przeczytają tysiące, drugi dziesięć osób - tak to już jest w blogosferze. Warto pamiętać, że nie zawsze światełko w tunelu oznacza podążanie w dobrą stronę, zawsze to może być pociąg ;-)

USTAW SIĘ, NO! TYLKO NIE MRUŻ OCZU I UŚMIECH! - ZOSTAŃ FOTOGRAFEM SWOJEGO BLOGA
   Pamiętajmy, że zdjęcia znalezione w internecie, mają prawa autorskie. Udostępnianie ich bez zgody jest karalne (zgodnie z ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych). Lepiej korzystać ze stron internetowych, oferujących bezpośrednio zdjęcia, które możemy wkleić wszędzie bez obaw, nie martwiąc się ile pieniędzy pójdzie na prawnika w sądzie.

   A Wy macie jakieś rady jak bardziej efektownie pisać posty?

wtorek, czerwca 07, 2016

Jak zdać sesję i nie zwariować?

Jak zdać sesję i nie zwariować?
Witajcie!
   Dzisiaj będzie dość gorący temat. Sesja egzaminacyjna. Każdy student chce ją zaliczyć, a nikt nie zna - ten tekst, słyszę bardzo często.
   Idąc korytarzem nagle z dnia na dzień, okazuje się, że uczelnia ma około tysiąc wychowanków więcej niż na co dzień. A w łazience kolejka do kibla większa, niż do lodziarni w upał. Studenci przypominają sobie o uczelni dopiero wtedy, kiedy ustalone są terminy na miliony zaliczeń i egzaminów. Ksera mają utarg roku i podnoszą cenę za skserowanie jednej kartki. Cóż, to można nazwać typową sesją.
   Jak ją przetrwać? Dla jednych pytanie proste, lecz dla innych - skomplikowane jak trafienie w dziurkę od klucza po ciemku.
ZAPRZYJAŹNIJMY SIĘ Z KSERO!
   Nagle okazuje się, że facet pracujący przy kserokopiarce jest jednym z najbardziej rozrywanych mężczyzn w mieście? Prawda. Warto również się za takim obejrzeć, może wtedy dostaniemy kartę stałego klienta. Wierzcie mi, przydaje się w tym "gorącym" okresie. Skserowane notatki to nie tylko koło ratunkowe, ale też kompendium wiedzy na robienie ściąg.

NAUCZ SIĘ ŚCIĄGAĆ.
   Idąc ulicą dostałeś ulotkę, z informacją o kursie skutecznego ściągania? Nie wyrzucaj jej! Schowaj gdzieś głęboko do torby, czy plecaka. Niech leży i czeka na swoje 5 minut w naszym życiu.
   Widzieliście kiedyś studenta, który nie ściąga, tylko ze wszystkiego się rzetelnie uczy? No właśnie, ja też nie. Siedzenie obok osoby która wszystko wie, na jednym z gorszych egzaminów i skuteczne ściąganie może się wtedy okazać zbawienne.

NIE MASZ CO ROBIĆ? CHODŹ NA WYKŁADY.
   Nawet nie pisz, ale bądź obecny. Śmieszne? A właśnie, że nie. Wykładowcy często "puszczają" listy, które potem pod koniec semestru ratują tyłek, nie jednemu studentowi. A wtedy, trudny egzamin, na który w jedną noc trzeba nauczyć się czterech książek po 200 stron - staje się tylko wspomnieniem.
LANIE WODY
   Umiesz opisywać milionami zdań jedną definicję? Znasz wiele synonimów? Super! Wielu profesorków albo doktorków lubi różne określenia na jedną rzecz. Umiejętność opisywania czegoś "na około" zanim trafi się w sedno przydaje się na niejednym kolokwium.

BĄDŹMY KONSEKWENTNI
   Sesja to tylko dwa lub trzy tygodnie spinania tyłka, zaliczania i nauki. W tym okresie, może lepiej zastąpić kolejne piwo, kawą? Pobudzimy mózg do czytania po raz 689768975... tej samej sterty notatek. Lepiej nauczyć się od razu, niż odkładać to na ostatnią chwilę.

SELEKCJA?
   Gdy okazuje się, że za dwa dni mamy trzy zaliczenia i jeden egzamin. Nie da rady, musimy z czegoś zrezygnować. Dzięki Bogu, to nie walka na śmierć i życie, a jedynie wpis do indeksu. Lepiej jest wybrać zaliczenie i egzamin, do którego się przyłożymy, niż uczyć się "po trochu" i potem poprawiać wszystko. Może się również okazać, że przedmiot nie jest taki zły i lekko "wchodzi" do głowy, dzięki temu unikniemy spania przy biurku, na książce w nocy.

ZASADA 4 x Z
Z   apewne znacie tę zasadę: Zrozumieć, Zapamiętać, Zaliczyć, Zapić. Zrozumienie czegoś co było na wykładach czasem bywa dość trudne. Zwłaszcza jeśli właściciel notatek przerysowywał (a nie przepisywał), kolejny 3 linijkowy wzór ze statystyki. Dlatego lepiej czasem zapamiętać wzrokowo mniej więcej gdzie był jaki "ślaczek", przypominający bohomazy przedszkolaków i zaliczyć. Po ogłoszeniu wyników - opić. Nieważne czy zdane czy nie - ważne, że już PO SESJI :-)

   A Wy, jakie macie sposoby aby przetrwać sesję?

poniedziałek, maja 30, 2016

Dlaczego ludzie marnują sobie życie?

Dlaczego ludzie marnują sobie życie?
Cześć wszystkim!
   Chyba każdy z nas marzy o tym, aby nie zmarnować sobie życia i być KIMŚ. Kimś, kogo chce się oglądać codziennie w lustrze z uśmiechem, ale czy robimy wszystko aby nim być?
   Marnowanie sobie życia jest dość powszechne. Większość z nas, nie lubi tego co robi, pracuje bo potrzebne są pieniądze na następną ratę kredytu, a nie bo chce i to jest jego pasją. Wiem, dla niektórych piszę brednie, bo zarabianie pieniędzy nie należy do najprzyjemniejszych czynności na świecie. Fakt, jeśli tak myślicie - macie rację.
   Człowiek się przyzwyczaja, nieważne do czego. Ważne, że mijają sekundy, minuty, godziny, dnie, tygodnie... Żyje, spokojnie, normalnie. Bo się przyzwyczaił, że nie wypada facetowi stać przy garach i gotować dań, jakich jeszcze Magda Gessler na języku nie miała, a kobiecie wsiąść do samochodu i palić gumę, jak przystało na wielką fankę motoryzacji.
  Na pytanie "co u Ciebie?", odpowiadamy "okej". Czy na pewno jest dobrze? Jest tak jakbyśmy chcieli? Czy te nasze "okej" oznacza super udane życie o którym marzyliśmy, czy może naszą wygodę i przyzwyczajenie? A życie ucieka nam między palcami, jak wzięty w dłonie piasek?

6 DOWODÓW NA TO, ŻE MARNUJEMY SWOJE ŻYCIE:

Stoimy w miejscu.
   To chyba pierwszy "grzech" ludzki. Kto kazał się zatrzymać i zaprzestać się starać? Starać się o lepszą pracę, większy dom z pięknym podwórkiem i psa? A no, widzicie - nikt. To, czy stoimy w miejscu, czy idziemy w jakąś wyznaczoną przez nas stronę (do celu), zależy tylko od nas. Ludzie często się boją, że stracą to co mają ruszając dalej. Szukając zmian, dajemy sobie szansę na więcej. Na sukces. Nie znajdziemy go, siedząc od 20 lat w tej samej, uprzykrzającej nam życie, pracy.

Zadajemy się z ludźmi, których nawet nie lubimy.
   Prędzej czy później, po jakimś czasie orientujemy się, że mamy obok siebie "wampira energetycznego". Osobę, która "wypija" z nas radość życia. Osobę która ciągnie nas na dno. Często nawet wpadamy w znajomości gdzie takich ludzi jest wiele.
   Czy warci są oni naszej uwagi? Z pewnością - nie. Lepiej uwolnić się od nich, bez zbędnego balastu się lepiej oddycha.
żródło - google
Tracimy cenny czas.
   Cały wieczór przed komputerem, albo telewizorem? Znacie to? Zapewne tak. Często marnujemy swój cenny czas na bezsensowne przewijanie facebook`a albo oglądanie kolejnego śmiesznego filmu z kotem w roli głównej. Warto? A co byśmy zrobili gdybyśmy mieli dodatkowe cztery godziny doby, które właśnie marnujemy na pierdoły? Pierwsza moja myśl, padła na rower i przynajmniej 20 km z bliską osobą obok. A Wy jakbyście je wykorzystali?

Przyszłość, to nie teraźniejszość.
   Okej, życie marzeniami jest fajne. Dodaje to nam chęci do działania i nakręca wiatraczek dzięki któremu czujemy wiatr we włosach. Czy da się żyć samymi marzeniami? Nie, życie toczy się tu i teraz, nie np. za 5 czy 10 lat. Musimy żyć realnie i spełniać nasze marzenia teraz a nie czekać na gwiazdkę z nieba.

Nie doceniamy tego co mamy.
   Masz dom, jedzenie w lodówce i bliskich obok siebie? Wiesz, że jesteś jednym z najbogatszych ludzi na świecie? A dla nas to ciągle za mało? Chcemy nowego samochodu z super przyśpieszeniem i ilomaś tysiącami koni pod maską? A w garażu stoi piękny, nowy, rower dzięki któremu będziemy mieli figurę cud malina i lepszą kondycję? Czas docenić, to co się ma i rozejrzeć się wokół!

Nie lubimy siebie.
   W lustrze ciągle ta sama smutna, szara twarz. Myślimy, że mamy grube nogi a tak naprawdę, większość koleżanek nam ich zazdrości. Często człowiek nie chce się rozwijać bo nie widzi możliwości. "A jestem i tak brzydki/brzydka więc i tak kolejny kurs, który da nam super awans nie jest mi potrzebny" - znajome? Pora na to, aby uwierzyć w siebie. Z większą pewnością siebie, ludzie są lepiej odbierani i częściej się uśmiechają ;-)

Czy warto tak marnować swoje życie i bać się zmian? Nie.
Czas na to, aby odetchnąć pełną gębą, żeby kiedyś na starość wspominając, móc powiedzieć "KURDE, FAJNIE BYŁO!"

Ankieta do wypełnienia KLIK

wtorek, maja 24, 2016

7 sprawdzonych sposobów jak szybko i spokojnie zasnąć?

7 sprawdzonych sposobów jak szybko i spokojnie zasnąć?
Witajcie!
   Ten wpis powstał z moich ostatnich rozważań. Uwaga, uwaga! O dziwo nie nocnych, lecz porannych. Stojąc przed lustrem, przyglądając się sobie i myśląc "kurde... znowu się nie wyspałam, mam wielkie wory pod oczami i nie wiem czy starczy mi tapety w kosmetyczce, żeby to ukryć."
   Niestety, tak to już jest, że większość z nas się nie wysypia. Kręci się, wierzga nogami, przewraca z boku na bok pod kołdrą w kolorowe kwiatki z czasów przedszkola - serio! Ja mam taką i to moja ulubiona z wyhaftowanymi czerwoną nitką inicjałami - ej dżej (nie, nie jest żadną rap-laską, a Gang Albanii nie brzmi w moich głośnikach codziennie).
   Bycie nocnym markiem, nauczyło mnie (i mój portfel) wiele. Ile można szukać i wydawać kolejne pieniądze na pseudo coraz lepszy korektor pod oczy, który co się okazuje później pstro daje?       Uwierzcie mi, wiele. Był to nie lada problem dla mnie. Zawsze wieczorem było coś do roboty, nowy odcinek serialu, zrobienie nowych paznokci czy ciekawa książka. Potem spanie w autobusie na czyimś ramieniu i hektolitry kawy w dzień.
   Jak sobie z tym poradzić?
   Nastawianie budzika dwie i godzinę przed pójściem spać? Ktoś pomyśli - durnota, a mi pomogło. Gdy budzik zadzwoni wiem, ile czasu zostało mi do pójścia spać. W ten sposób podświadomie mój organizm już wie, że niedługo będzie odpoczynek.

   Czytanie papierowej książki. To zawsze działa. Nie wiem czy to zapach papieru i drukowanego na nim tekstu ale czytając którąś z rzędu stronę moje powieki robią się takie ciężkie, że nie jestem w stanie ich udźwignąć i pyk! Nie ma mnie, zasypiam.

   Spokojna muzyka - może nie przesadzajmy z Mozartem czy Beethovenem, ale nasza ulubiona, wolna piosenka w słuchawkach gdy leżymy w łóżku? Czemu by nie?
   Żadnego burczenia w brzuchu! Nigdy nie chodzę głodna spać. Przed samym spaniem zawsze jem serek czy nawet kawałek czekolady. Mogę spać na podłodze, w namiocie, w znienawidzonej piżamie, ale (Boże chroń!) nie na głodniaka.

   Relaksująca kąpiel. Hmmmm... no tak, wiele czasu przed pójściem spać nie mam, żeby pluskać się czterdzieści minut w wannie i robić bul, bul, bul jak mały wielorybek. Jednak fajnie znaleźć te 10 dodatkowych minut w trakcie których nałożymy maseczkę, czy zrobimy peeling.

   Ćwiczenia fizyczne? Tak, dokładnie. Zawsze po nich, endorfiny buzują, ale potem odczuwamy miłe zmęczenie. Jednocześnie dbając o ciało, taki mały dodatek, dzięki któremu po miesiącu zauważamy, że nasz tyłek się podniósł do góry ;)
   Dobrym sposobem jest również przyzwyczajenie organizmu do stałej godziny kładzenia się spać. Dzięki temu, te dwie godziny przed snem zaczniemy odczuwać zmęczenie. Najlepiej, gdyby byłaby to godzina, która pozwoli nam na 6-8 godzin snu. To nasze minimum które pozwala na pełną regenerację.

   A Wy ile śpicie? Wolicie się wyspać, czy jesteście nocnymi markami?
P.S. Na blogu pojawiły się kategorie po prawej stronie, pod kotem. Mam nadzieję, że ułatwi wam to poruszanie się na tej stronie internetowej (również domena zmieniła się na .pl). Postanowiłam również, że posty będę publikowała regularnie, w poniedziałki i piątki około godzin wieczornych. Podoba Wam się ten pomysł?

środa, maja 18, 2016

Wygrałam szóstkę w totka i co teraz?

Wygrałam szóstkę w totka i co teraz?
Cześć Kochani!
   Niedawno, dokładnie tydzień temu, była wielka kumulacja w jednym z bardzo popularnych totalizatorów sportowych. Każdy z Was zapewne kojarzy nazwę i nie muszę nawet wymieniać konkretnej. Wygraną była ogromna suma pieniędzy - 60 milionów złotych.
   Tego dnia, jadąc samochodem do domu, zobaczyłam jeden z punktów, gdzie można wykreślić "szóstkę". Kolejka nie dość, że sięgała poza (dość) mały budynek, to ciągnęła się jeszcze długo przed nim. No jasne, każdy myśli, że może zostać milionerem, rzucić swoją nieciekawą pracę i lecieć gdzieś daleko np. na Karaiby.
   Wchodząc do domu, również natknęłam się na rozmowę o tej kwocie. "Chociaż jeden dzień mogę żyć z nadzieją, że jutro będę milionerem" - usłyszałam.
   Fakt, ludzie wierzą w takie rzeczy. Nagle ze spożywczaka przeniosą się na salony, gdzie deska klozetowa jest ze złota, a praca i denerwujący szef nad głową - będą tylko wspomnieniem.

   Zaczęłam się zastanawiać, "co by było gdyby?". Co bym zrobiła z tą wygraną? Kupiła mieszkanie? Poleciała na wymarzone wakacje? A może wykupiła jakieś udziały w znanej, dobrze prosperującej firmie? To bardzo trudne pytanie.
   Z pewnością nie wszyscy wiedzieliby, że "kąpię się w hajsie". Zapewne powiedziałabym tylko rodzicom, bo oni nie chcieliby pożyczyć pieniędzy ponieważ "nagle śmiertelnie zachorowali, dom się spalił a pies nie ma co jeść" (tfu! tfu! tfu!).
   Czasem wyobrażam sobie, jak siedzę gdzieś daleko na hamaku i popijam wodę z kokosa przez niebieską słomkę. A zaraz potem pojawia się strach. Przed czym? Przed noszeniem w torbie złotej karty, z tak wielką kwotą. Gdybym zostawiła ją w domu, w super-bezpiecznym sejfie, też bym się bała. Bałabym się o siebie, że mi się coś stanie.
   Pieniądze to nie wszystko. Chociaż wiem, że ludzie potrafią zabijać dla kilkuset zielonych stówek. Porwanie, okup i chęć wyłudzenia pieniędzy. Brzmi jak "Moda na sukces", w której po raz 1098489893579879... Rich zostaje ojcem. Jednak to może być prawdziwe.
   Tak sobie teraz myślę, że gdybym wygrała, to część pieniędzy trafiłaby do jakiejś fundacji. Resztę przelałabym do banku na jakąś lokatę. To chyba najlepsze rozwiązanie. Nie bałabym się wtedy o siebie i bliskich.
   Z czasem wyjmowałabym mniejszą kwotę z konta, aby móc wyremontować stary, drewniany dom z kominkiem na przedmieściach. Kupiłabym też porządną budę dla psa i mnóstwo tulipanów, które tak bardzo lubię i starała się żyć tak, jakby tych pieniędzy nigdy nie było.
Dzięki Bogu nie muszę się nad tym zastanawiać. Milionerką nie będę, ale wygrana jest. Pierwsze dwadzieścia cztery złote, to może mało w porównaniu do całej kumulacji, jednak mały kroczek w stronę pierwszego miliona - wykonany!
A Wy trafiliście w totku szóstkę?

piątek, maja 13, 2016

Jak promować i zareklamować bloga? Kulisy blogowania.

Jak promować i zareklamować bloga? Kulisy blogowania.
Witajcie!
   Praca blogera nie należy do najłatwiejszych. Wena i chęć pisania może przyjść "w nocy o północy", a rano może zniknąć tak szybko, jak się pojawiła. Dlatego też, ja zawsze piszę gdy chcę aby ktoś mnie wysłuchał i wysyłam to w "eter internetowy".
   Pewnie niejednej osobie wydaje się, że napisanie czegoś, dobranie ładnego zdjęcia i opublikowanie to nic wielkiego. Codzienne reklamowanie, odpowiadanie na e-maile itd. zajmują sporo czasu, a życie się toczy. Zegar tyka, nie jestem w stanie go zatrzymać. A gdyby tak dodać sobie godzinę czy dwie do doby potrzebne mi do snu? Marzenie. A więc jak można sobie taką pracę ułatwić?

   To proste, w czasie pomiędzy sprawdzaniem poczty i odpowiadaniem na komentarze, trzeba zaglądać na media społecznościowe. Istnieje wiele portali gdzie można promować swoje miejsce w sieci, facebook, instagram, czy twitter.
   A myśleliście o trochę innej formie reklamy? Na przykład naklejki? Tak dokładnie, naklejki. Z takim pomysłem do was dzisiaj przychodzę.

   Moje naklejki wykonano w drukarni Booklet. Są one foliowe, ale również laminowane, więc są wodoodporne, nie blakną, druk się nie zmywa i nie ściera. Możemy je sami zaprojektować (grafikę tak samo jak i kształt), wysyłamy i za trzy dni dostarczone są prosto, do naszych drzwi.
   To chyba jedna z fajniejszych i równocześnie najskuteczniejszych form promowania bloga, czy strony internetowej. Odklejasz papier zabezpieczający który jest z tyłu i przylepiasz. Proste nie? Nalepki możemy przylepić wszędzie, gdzie nam się podoba, na zeszycie, segregatorze rodziców, czy biurku młodszej siostry :).

   Osobiście, jestem bardzo zadowolona z moich naklejek, są solidnie wykonane. Początkowo bałam się, że mój projekt grafiki nie będzie idealny. Wiecie jak to jest, tutaj krzywo się napisało, tam piksel bardziej się wyostrzył niż inne.
   Jednak jak zobaczyłam pierwszą nalepkę, byłam pod wielkim wrażeniem! Prezentowała się idealnie, żadnych niedociągnięć. Zresztą - widzicie zdjęcia, więc sami oceńcie czy warto. Moim zdaniem, tak.

   P.S. Mam dla was jeszcze niespodziankę. Kto zamówi na stornie: http://online.booklet.pl/ i wprowadzi kod: Bloger10 otrzyma zniżkę 10% na nalepki!

niedziela, maja 08, 2016

Czy pomaganie innym jest fajne?

Czy pomaganie innym jest fajne?
Witajcie!
   Dzisiaj chciałam Was zapytać, co oznacza jedno zdanie: pomagam innym. No właśnie, co robimy, żeby pomóc komuś obok? A może nic nie robimy? Żyjemy, przechodząc obok spraw czy ludzi którzy nas potrzebują, może nie tyle nas a prostego gestu - wyciągnięcia do nich naszej ręki.
   Często w życiu codziennym spotykam się z pełną ignorancją słowa "pomoc". Po co mam pomagać komuś, skoro on nie pomógł mi? - często słyszę. Dziwne, bo gdybyśmy się postawili na miejscu tego "kogoś", to czy chcielibyśmy być pozostawieni sami sobie, bez pomocy? Chyba nie. Na tym polega dzisiejszy problem ludzkiej znieczulicy.
   Pierwszym przykładem prostej, nic nas nie kosztującej pomocy jest rozmowa. To chyba najłatwiejsza forma niesienia nie tylko pomocy, ale także zrozumienia. Każdy z nas chce mieć osobę która zrozumie i pocieszy w trudnej chwili. Kogoś, kto przytuli i powie "to nic, że nie wygrałeś w lotku, następnym razem ci się uda" i pójdzie z nami w zamian na lody (albo, jak kto woli - na piwo).

   Drugim przykładem może być okazanie ciepła i trochę zabawy w schronisku dla zwierząt. Ile milionów z nich czeka na nowy dom? Pomyślmy czy nas zbawi 30 minut spędzonych poza domem, skoro trzy razy więcej czasu spędzamy przy komputerze? Chyba nie. A ile to da radości temu biednemu psu, który został zwrócony po raz dziesiąty do schroniska, bo pogryzł nowe buty za połowę wypłaty? Wiele.

   W dzisiejszej dobie internetu możemy znaleźć wiele ciekawych stron internetowych, niosących pomoc. Weźmy na przykład pajacyka - tę stronę chyba każdy zna. Działa ona już od dawna. Jednym "klikiem" dajemy pajacykowi uśmiech. Jednocześnie, dokładamy się do jednego obiadu dla dzieciaków, który zaś powoduje u nich podniesienie obu kącików ust do góry. Prosta reakcja łańcuchowa, nie?

   Mogłabym wymieniać i wymieniać tysiące przykładów niesienia pomocy. Jednak chciałabym Wam wspomnieć o jednej akcji charytatywnej, a dokładnie o osobie która ją organizuje. Mateusz Pawłowski - uczeń klasy IV Technikum Administracyjnego przy SOSW dla Młodzieży Niewidomej i Słabowidzącej. Organizuje on akcję społeczną, polegającą na obdarowywaniu gadżetami szkolnymi dzieciaków. Gadżety to między innymi: naklejki, zeszyty, notesy, plany lekcji, linijki i zakładki do książek. Oto link do akcji z dodatkowymi informacjami. 
   Uważam że to akcja warta uwagi, bo pomaganie jest fajnie, czyż nie? 

środa, maja 04, 2016

Pasja, czyli to co w życiu liczy się najbardziej?

Pasja, czyli to co w życiu liczy się najbardziej?
Witajcie!
   Zastanawialiście się kiedyś, czym dla Was jest pasja? Czy nie czymś co pozwala robić to, co kochamy z wielkim bananem na ustach? Zapewne, tak. Wielu z Was ma pasje, od tych najprostszych, po bardziej czasochłonne. Szydełkowanie, zbieranie znaczków, uwiecznianie najwspanialszych chwil w kadr, a później na papier. A może nawet nurkowanie i patrzenie na rafę koralową, z wielką butlą tlenu na plecach?
   Pasji jest wiele, ale nie każdy człowiek potrafi ją odkryć. Właśnie z tym jest duży problem. Zanim ja odkryłam, że kocham wylewać myśli na papier czy do "eteru internetowego", minęło sporo czasu. Czepiałam się wszystkiego, poczynając na tańcu baletowym, kończąc na pływaniu, co w efekcie skończyło się kontuzją kolana.

   Te wszystkie doświadczenia nauczyły mnie jednego - nie wolno się poddawać. Tak dokładnie, nie wolno. Jak odkryjemy to, co kochamy, powinniśmy to robić za wszelką cenę i wytrwać w tym. 

   Pasja, może stać się naszym sposobem na życie. Czy nie podoba Wam się, wizja robienia czegoś co się lubi i zarabiania na tym? A no właśnie, mi również tak. Wystarczy się rozejrzeć, wielu z nas robi to, co kocha. Jeden maluje i wystawia swoje prace na wernisażach. Z kolei inny, od małego pstryka fotki i teraz robi za fotografa do lokalnej gazety.

   Pasja, to coś co pcha człowieka do przodu i przynosi ogromną satysfakcję. Satysfakcję, której nic nam nie może zastąpić. Najgorsze co możemy zrobić, to stać z boku i patrzeć jak komuś spełniają się nasze marzenia, prawda? To samo, możemy stwierdzić odnośnie pasji.

   Ciężko jest patrzeć, jak ktoś realizuje się w naszej wymarzonej pasji, jednocześnie spełniając kolejne marzenie. My w tym czasie tkwimy całkowicie gdzie indziej. Wtedy pojawia się jedno, zasadnicze pytanie, czy robimy w życiu to co kochamy?

czwartek, kwietnia 28, 2016

Make your day amazing - 7 pomysłów na udany dzień.

Make your day amazing - 7 pomysłów na udany dzień.
Witajcie!
   Ilu z Was miało dzisiaj dobry dzień? A ilu potocznie mówiąc, zły? Myślę, że wielu z Was poparłoby raczej te drugie pytanie. Dlaczego? Proste, ludzie są mistrzami marudzenia i narzekania, jak nam to w życiu się nie powodzi i jak to nam jest źle.
   Większość wstaje rano "lewą nogą". Rozumiem, można mieć jeden pechowy dzień, góra dwa pod rząd ale tydzień? Przecież to niemożliwe, żeby mieć skupisko pechowych sytuacji jeden po drugim codziennie. Niemożliwe, żeby "urodzić się pod złą gwiazdą" i mieć skwaszoną minę dzień w dzień, przez całe życie.
   To jaki będzie nasz dzień, zależy tylko od nas. Czy widzimy tzw. pełne pół szklanki, czy pół puste. Nawet jeśli po wyjściu z łóżka, stwierdzamy: oho! lewa noga była pierwsza na lodowatej podłodze. To jeszcze nie koniec świata, wszystko da się zmienić. Tylko JAK?!
Doceń to, co masz - proste, nie? Dokładnie tak! Niejedna Anka, Frania, czy Gienia nie widzi tego, co ma wokół. Rodzinę, kochającego partnera, merdającego na swój widok psa, który biegnie nas przywitać, a przed chwilą taplał się w błocie (o tak! Znajomy mi widok i uczucie). Doceniasz coś wtedy, kiedy to stracisz, jak to jakiś mądry koleś kiedyś to powiedział.
Uśmiechnij się! Czy nie ma czegoś piękniejszego niż zaspana buzia, z cieknącą (jeszcze) śliną po policzku, która się do nas uśmiecha? Kto powiedział, że musi być cudza? A no właśnie, nikt. Na dobrą sprawę możemy to być nasze odbicie w lustrze.

Słodkie śniadanie. Nie ma nic smaczniejszego, niż czekolada na śniadanie, prawda? To uczucie, kiedy od rana masz endorfiny w żołądku nie z treningu, o których tyle mówi Chodakowska, tylko z dużej ilości cukru we krwi. Przy okazji również ubrudzony cały nos w czekoladzie.

Muzyka z rana, jak śmietana! Włącz swoją ulubioną muzykę i tańcz. Kto powiedział że nie można powyginać się w różowej piżamce w misie? Let`s dance baby and shake it!

Pogadaj ze sobą. Tak mało mamy czasu na refleksje w ciągu dnia. A może wydarzyło się coś pozytywnego właśnie dzień wcześniej, o czym zapomnieliśmy? Na to wspomnienie, może pojawić się na naszej twarzy ogromny banan.

Masz czas rano? Śpij, nie wstawaj wcześniej. Jak nie możesz spać, zafunduj sobie domowe spa z rana. Nic tak nie odpręża jak dobra, ciepła kąpiel, nie tylko wieczorem. Kto powiedział, że czas dla siebie musimy mieć popołudniu?

Mieszkasz z przyjaciółmi? Pogadaj z nimi. Przecież gadka o tym jaką gafę popełnił wczoraj Karol, Janek czy Tomek, może poprawić humor i spowodować ból brzucha - ze śmiechu.

A Ty, jakie masz sposoby na udany dzień?

niedziela, kwietnia 24, 2016

"Powinniśmy..." żyć tak jak nam mówią?

"Powinniśmy..." żyć tak jak nam mówią?
Witajcie!
   Zastanawialiście się kiedyś, ile razy słyszymy "powinnaś/powinieneś..."? To słowo jest chorobą dzisiejszych czasów. Każdy powtarza nam jak mamy żyć, jak wyglądać, jak się ubierać.
   Życie składa się z wielu nakazów, zakazów, czy ogólnych reguł do jakich powinniśmy się stosować. Po co dokładać sobie jeszcze jakieś? Stwierdzenie w pewnym sensie jest lekkim nakazem "zrób to, bo ja wiem lepiej...", można by było dokończyć (dość drastycznie) "...a Ty jesteś głupsza/głupszy i musisz mnie posłuchać".

   "Powinnaś schudnąć" - powiedzą (nie)znajomi, o wiele szczuplejsi, do dziewczyny mieszczącej się w rozmiar nie mniejszy niż M. Ona ma się ich sugestii poddać? Oczywiście, że nie. To tylko i wyłącznie jej sprawa jak wygląda. To, że bycie "FIT" jest na topie to nie znaczy że ona też musi.    Moda jest tylko chwilowa, wieszaków coraz więcej na ulicy, jak w szafie pełnej ciuchów. A co jak będzie moda na tycie? Mega kolejki w maku po hamburgera i zajadanie się nutellą w nocy?

środa, kwietnia 20, 2016

Chodzisz po kałuży, na bosaka? Bo ja, tak!

Chodzisz po kałuży, na bosaka? Bo ja, tak!
Witajcie!
   Ostatnio była mowa o marzeniach i o tym, jak osiągnąć sukces. Dzisiaj, trochę maglując ten temat, zadam na początek, kilka pytań. Ile razy w życiu słyszeliście, że trzeba wszystkiego spróbować? Że nie ma co się poddawać i iść dalej do celu? Żeby zrobić sobie listę marzeń, przylepić ją do sufitu nad łóżkiem, patrzeć na nią każdego wieczoru i czytać miliony, może tryliony razy? Ja mogę stwierdzić śmiało, że sporo.
   Sama jestem zdania, że w życiu trzeba spróbować wszystkiego: skoku ze spadochronem, tańca w rytm spadających z nieba kropel deszczu i dalekiej podróży autostopem. To ostatnie chyba jest najbardziej niebezpieczne. Obcy język, całkiem nieznajomi ludzie, spanie pod gołym niebem i takie tam.
   Rodzice zawsze powtarzają, żeby w życiu być rozważnym i nie robić głupstw. Ale gdzie jest granica? Gdzie możemy puścić wodze fantazji, oraz poleżeć na opuszczonym (kiedyś ruchliwym) skrzyżowaniu dróg, patrzeć w gwiazdy i się śmiać? Odpowiedź jest prosta - wszędzie. Możemy robić co chcemy i kiedy chcemy. Czasem warto zdjąć buty po deszczu i "zaliczyć" każdą kałużę. Czasem warto, pójść na plac zabaw i się pobawić. Nie zapominajmy, że też byliśmy dziećmi. Że jedliśmy zupki chińskie na "sucho" i bardziej cieszyliśmy się z tego, gdy wygraliśmy zabawę w chowanego, niż gdy teraz, odnosimy sukcesy w pracy, czy na uczelni.
   Ludzi stać na to aby robić takie rzeczy, które są skryte gdzieś daleko w sercu. To nic nadzwyczajnego. Chcesz chodzić na bosaka po kałuży? Zdejmujesz buty i idziesz. Chcesz polepić babki z piasku? Idziesz do piaskownicy i lepisz. To nic prostszego, to tylko impuls, wywołujący działanie.
   Teraz nasuwa się pytanie, co powiedzą inni? Warto się zastanowić, czy ich zdanie jest ważniejsze od naszego szczerego uśmiechu. Bo moim zdaniem, nie. Dorośli, czasem zbyt sztywno podchodzą do życia. Mają ustalone reguły, których się trzymają, żyją w klatkach, które sami sobie zbudowali.
   Większość kobiet, się odchudza. Wierzcie mi, że one wcale tego nie chcą. Robią to, bo większość to robi. Sto razy bardziej, wolałyby pójść do pierwszej, lepszej cukierni i zjeść największe, ociekające lukrem i jednocześnie kaloriami ciastko. Ale co powiedzą inni? Skoro ochota na to ciastko nie mija, a one tyją?

sobota, kwietnia 16, 2016

5 sprawdzonych rad, jak odnieść sukces i spełnić swoje marzenia?

5 sprawdzonych rad, jak odnieść sukces i spełnić swoje marzenia?
Cześć Kochani!  
   Zastanawialiście się kiedyś, choć przez chwilę jakie macie marzenia? Dla małego dzieciaka są to lody waniliowe z polewą czekoladową, albo wielki zestaw klocków lego, o który prosi zawsze na gwiazdkę, a Mikołaj zawsze tłumaczy się, że nie był dostatecznie grzeczny w tym roku. Zaś dla dorosłego nowiutkie, wypasione niebieskie BMW, najlepiej w macie (widziałam, piękny widok - możecie mi zazdrościć). Cóż, marzeń czy to materialnych, czy tych czysto emocjonalnych, jest wiele więcej niż gwiazd na niebie.
   Zawsze jak myślę o swoich marzeniach, wyobrażam sobie jak "to będzie" jak już je spełnię. Jaka będę wtedy szczęśliwa i uśmiechnięta. W pewnym momencie pojawia się jedno pytanie "ale czemu ja nie działam, tylko marzę?".
   Jednak ludzie to dziwne stworzenia. Większość z nich, tylko wyobraża sobie że spełnia marzenia, a w realnym świecie okazuje się, że jeszcze het, het, daleko do chociażby pierwszego kroku po nie. Stoją w miejscu, często oglądając się za siebie, zamiast patrzeć na przód i działać. Dlaczego ludzie nie spełniają swoich marzeń?
   Trudne a za razem dość proste pytanie. Odpowiedź jest jednoznaczna - strach. Strach jest ucieczką. Strach jest blokadą. Strach jest barierą, do tego co w życiu chcemy zrobić, a nawet lepiej - do tego co chcemy osiągnąć.
   Jak osiągnąć swoje marzenia?
1. Uwierz w siebie. To najlepsza, a zarazem najprostsza rada jaką może Ci dać każdy. Wierząc, że Ci się uda łatwiej dojść do celu.

2. Kroczek po kroczku. Marzenia składają się na wiele kroków, (niestety) zwykle pod górę. To nie latający motyl którego możemy złapać w dłonie i nie wypuścić. Trzeba wiele wysiłku jak i czasu, aby osiągnąć, to co się chce.

3. Nie poddawaj się. To najgorsze co można zrobić w walce o marzenia, poddać się. Trzeba walczyć, one same się nie spełnią, ani nikt za nas również nich nie spełni. Jeśli sami nie zrobimy coś w ich kierunku to nam się nie uda.

4. Ryzykuj. Ktoś kiedyś powiedział "bez ryzyka, nie ma zabawy", to prawda. Zwykle, zwłaszcza te duże marzenia spełnia się podejmując wielkie ryzyko, np. gdy chcemy zmienić pracę na lepszą. Rzucamy starą, słabo płatną pracę, aby znaleźć nową, lepszą. Możliwości są dwie albo znajdujemy pracę marzeń, albo lądujemy w spożywczaku, na kasie (nie bierzcie tego do Siebie). Bo są przecież dwa uda, albo się uda, albo nie uda.

5. Miej obok siebie osobę, która Ci pomoże. Wsparcie drugiej osoby to ważna sprawa. Każdy powinien mieć kogoś, kto stoi tuż za nami i przytula, jak się coś nie udaje. A ostro dźgnie w żebra i wyszepcze do ucha "no idźże! Przecież Ci się uda", gdy boimy się zrobić krok dalej.

   Z marzeniami jest trochę jak w systemie zero-jedynkowym. Są jedynki - aktywne, spełniające marzenia i zera - stojące w miejscu i czekające na "gwiazdkę z nieba".
   A Ty kim jesteś? Zerem? Czy może jedynką? ;-)

poniedziałek, kwietnia 11, 2016

Wspomnienie z dzieciństwa. Jak zostać fryzjerką w wieku 4 lat?

Wspomnienie z dzieciństwa. Jak zostać fryzjerką w wieku 4 lat?
Witajcie!
   Dzisiaj przychodzę do Was, z całkiem innym pomysłem na post. Otóż, zostałam wytypowana do TAGu, a dokładniej do opisania wspomnień z dzieciństwa. Chciałam na początku, podziękować za wybranie właśnie mojego bloga. Nie sądziłam, że tak szybko dostanę taką wiadomość, ponieważ blog istnieje niewiele więcej, niż 2 tygodnie. 

   Zaczynając ten ciekawy temat, o bebraniu się w ziemi, jedzeniu piasku z piaskownicy i wielu innych ciekawych wspomnieniach, chcę wam przedstawić reguły: 
   Otagowana osoba musi w ciągu tygodnia napisać post, w którym udostępni zdjęcie ze swojego dzieciństwa oraz napisze czy pamięta w jakich okolicznościach to zdjęcie zostało zrobione. Dodatkowo (albo zamiast tego) może napisać krótki komentarz do zdjęcia :D
(można wkleić więcej niż jedną fotografię). Na końcu tagu bloger/blogerka otagowuję 5 osób.

   Niestety, muszę Wam powiedzieć, że wolę aby moja osoba została całkowicie anonimowa, dlatego też zdjęcia z mojego dzieciństwa pojawią się dopiero wtedy, gdy postanowię ujawnić swoją tożsamość. Cała reszta reguł, jak najbardziej mnie dotyczy. Mam nadzieję, że się o to nie pogniewacie na mnie, co? 
   Hmmm... od czego tutaj zacząć? Każdy z nas ma trochę "za uszami". Myślę że historia z bawieniem się, we fryzjerkę w wieku 4 lat, Wam się spodoba.
   
   Od zawsze miałam hopla, na punkcie wyglądu moich włosów. Lubiłam, jak mama robiła mi warkoczyki, albo jednego kucyka na czubku głowy. Coś mi z tego zostało do dzisiaj. W wieku 4 lat, znalazłam w szafce u dziadków stare (na szczęście!) dość tępe nożyczki. Oczywiście, wtedy był szał na grzywki. Zazdrościłam mojej starszej siostrze, że ma powywijane włosy opadające lekko na oczy. Postanowiłam, że skoro ona ma, to ja nie mogę? Szybko wzięłam włosy w garść i śmiało ciachnęłam je, z premedytacją. Czego tu się było spodziewać po 4-letnim dziecku, któro ledwo mogło utrzymać wielkie nożyczki w rączkach? Grzywka okazała się krzywa, niewiele myśląc ciachnęłam drugi raz, krzywo... Ciachnęłam trzeci... czwarty... Zamiast grzywki miałam dwa centymetry włosów, stojących na środku czoła, niczym żołnierze na defiladzie. Wyobraźcie sobie minę mojej mamy, gdy zobaczyła mnie po powrocie z pracy. Cóż, nie była zbytnio zadowolona.
Dobrze jedynie, że włosy nie trawa - w zimie też rosną.
Wyznaczam:
www.ayuna-chan.blogspot.com
www.mowiacslowami.pl
www.ispossiblee.blogspot.com
www.crazyecogirl.pl
www.ragazza99.blogspot.com

A Wy, macie jakieś śmieszne historie z dzieciństwa?

czwartek, kwietnia 07, 2016

Jak zostać "FIT"? Jak być szczupłym?

Jak zostać "FIT"? Jak być szczupłym?
Witajcie!
  Ostatnio poruszyłam dość "delikatny" temat. Mówię tutaj o akceptacji samego siebie. Nie chodzi tu tylko o wygląd ale również o cechy charakteru. Dzisiaj zagłębię się bardziej w to pierwsze. A no właśnie! Wygląd. Czy nie jest w dzisiejszych czasach jedną z ważniejszych rzeczy na które, zwykle zwracamy uwagę? Myślę, że tak. Większość z nas ocenia innych po tym jest nasza "szerokość". Teraz można zaobserwować modę na bycie "FIT". Co oznacza ten skrót? Jest to słówko pochodzące od "fitness", czyli różnej aktywności fizycznej.

poniedziałek, kwietnia 04, 2016

8 sposobów na zaakceptowanie siebie. Akceptacja - słowo "klucz", do szczęścia.

8 sposobów na zaakceptowanie siebie. Akceptacja - słowo "klucz", do szczęścia.
Cześć Kochani,
   Zastanawialiście się, co oznacza słowo akceptacja?  Czy to nie jest "coś", co pozwala nam stanąć przed lustrem i powiedzieć sobie - tak jestem super? Czy to nie jest "coś", co dodaje nam pewności siebie w wielu stresujących sytuacjach, w których trudno nam sobie samemu poradzić?

  Cały czas w telewizji, mediach społecznościowych mówi się też o popularnych "hejtach". Chyba sami przyznacie, że stojąc przed lustrem łatwiej złapać potok słów, o naszych wadach, kompleksach i negatywnych cechach, niż o tym co w nas jest dobre. Ludzie łatwo oceniają siebie nawzajem patrząc tylko na wygląd, a przecież często słyszymy "nie oceniaj książki po okładce". Tfu! Co ja mówię, nawet wobec siebie samych, potrafimy być bardziej krytyczni, niż wobec innych. Czemu tak jest? Czemu, większość z nas nie akceptuje swoich wad?

piątek, kwietnia 01, 2016

Czas na zmiany - nowa fryzura, muchy w oknie, duża dawka słońca, czyli przyszła WIOSNA.

Czas na zmiany - nowa fryzura, muchy w oknie, duża dawka słońca, czyli przyszła WIOSNA.
Witajcie!
   Czy u was też przez ostatnie dni, w oknach i za nimi, było tak pięknie i bezchmurnie? Czy przekręcając głowę w stronę Słońca, można było poczuć muskające ciepło na policzkach, a zamykając oczy wcale nie było ciemno? Tak, u mnie dokładnie tak było. A może to była tylko sprawka, umytych na Wielkanoc okien? Chociaż dzisiaj - pierwszego kwietnia, w prima aprilis, pogoda płata nam figle. Wiatr i mżawka, to nie jest zbyt dobry żart, jak na wiosnę w tym roku. Pamiętajcie, nie dajcie się dzisiaj zrobić w konia ;-).


   W końcu przyszła (chociaż, kalendarzowa) Wiosna! A z nią też muchy - wpadające przez uchylone okna i latające jak małe helikoptery po pokojach. Też sądzicie, że są głupie? Bo po co wlatywać do czyjegoś domu, skoro potem chcąc, wylecieć uderza się o szyby okna, odbijając się jak piłka od podłogi? To całkiem, tak jak ludzie, którzy próbują coś zrobić na siłę i im nie wychodzi. Ale cóż (wiem, wiem zdania nie zaczyna się od "ale" - zawsze powtarzała nam to polonistka z podstawówki, ALE jak widać - nie poskutkowało ;-) ), takie mało pożyteczne stworzonka też chcą żyć. Chociaż muchy w oknach to nie tak duży problem w porównaniu, z zasadzeniem ogródka na wiosnę. Z tym drugim jest o wiele więcej roboty, niż się wydaje. Weźmy pod uwagę fakt - targamy ciężką metalową konewkę z wodą i podlewamy nasz nowo posadzony ogródek. Jaka jest nasza satysfakcja, gdy zaraz po tym, leje deszcz i sam nam podlewa kiełkujące rośliny - z pewnością ogromna (wybaczcie ten sarkazm).

   Duża dawka Słońca, daje nam chęć na więcej. Co to oznacza to "więcej"? Więcej ruchu, więcej chęci, więcej radości i w końcu - więcej uśmiechu. Bo co to za robota, bez popatrzenia na efekt końcowy i stwierdzenia "no! teraz to już ma jakieś ręce i nogi" i uniesienia do góry tych dwóch kącików ust. Drugim (już potwierdzonym przez naukowców) faktem jest wydzielanie witaminy D3. Nasz organizm przy dużej dawce Słońca, właśnie ją wytwarza. Odpowiada ona za nasz dobry nastrój o tej porze roku. Nie wiem czy wiecie, ale na terenach około podbiegunowych ludzie, siedzą około 2h dziennie pod wielką lampą. W ten sposób ich ciało uzupełnia braki tej witaminy, a nie jakby się wydawało - aby się opalić. Tak jak niektórzy, chodzą na solarium.


    Wiosną dużo osób się "zmienia". Nowa fryzura, nowy ubiór, nowy kolor paznokci itd. Czy to aby na pewno, zapewni nam zmiany? No szczerze mówiąc, to nie wiem. Żeby zmienić się zewnętrznie, trzeba zmienić się też wewnętrznie. Nie chodzi tu o zmianę grupy krwi czy dostanie nowej nerki, a raczej o zmianę nastawienia i swojego zachowania. Nic nam nie pomoże, nowy kolor włosów, czy nowa super dopasowana seksi sukienka, skoro w głowie będą kłębić się nam same negatywy.
Dlatego też warto przemyśleć kilka spraw. Czy warto się tak przejmować? Czy warto się tak martwić? Czy warto się tak stresować? Czasem lepiej odpuścić, powiedzieć "leje na to, idę dalej" i się uśmiechnąć. Człowiek wtedy jest o wiele zdrowszy i o kilka zmartwień lżejszy. Czasem warto się nie przejmować.

Teraz można śmiało stwierdzić że wiosna ma same plusy. No to teraz, nie będziemy mogli stwierdzić "żeby mi się tak chciało, jak mi się nie chce".
A wam Wiosna też przyniosła zmiany i muchy w oknach?